To już drugi zlot w tym samym miejscu, praktycznie idealnie po roku :) Pogoda i tym razem nam dopisała, lepsza być nie mogła. Tym razem celowaliśmy terminem tak by zgrać się z konkursem skoków narciarskich i na pierwszy dzień konkursowy kupiliśmy sobie wejściówki. Zrobiliśmy tylko zasadniczy błąd - pod skoczniami znaleźliśmy się zdecydowanie za późno. Prawie już zamykali bramki i tłum napierał okrutnie, zostaliśmy więc praktycznie wepchnięci. Potem już nikt nie kontrolował na który sektor ludzie idą, w związku z czym sajgon był straszny. Pomimo, że były wolne miejsca powyżej, nie było się jak do nich dostać, bo przejścia były zablokowane ludźmi - postaliśmy niemal na baczność i na jednej nodze jakieś pół godziny, całe szczęście, że hesjowej Majce zamarzły stopy i został zarządzony odwrót, bo do końca w tej pozycji bym nie wyrobiła. Pomijając już, że nie miałam szansy nawet wyjąć aparatu :) Drugą turę oglądaliśmy już w ciepełku w tv w naszym pensjonacie, dzięki gajowemu, który po nas przyjechał :)
Choć przyznać muszę, że atmosfera panująca wśród kibiców była odlotowa i szkoda mi troszkę, że nie było mi dane bawić się do końca. Na następny raz lekcja wyniesiona w każdym razie :)








