środa, 9 grudnia 2009

Ena i Yoz - czyli nadrabiamy zaleglosci

Paulina i Marek to moi przyjaciele. Nie wiem czemu do tej pory ich foty nie znalazły się na blogu. No po prostu nie wiem. Rzecz miała miejsce 10 lipca, czyli jakieś straszne wieki temu :) Ja tam byłam, fociłam, jadłam i piłam, nawet przez ułamek chwili potańczyłam :)
W trakcie ceremonii Paulinka ze wzruszenia płakała - pierwszy raz w życiu widziałam łzy dosłownie tryskające z oczu, tak, tak, one nie spływały po policzkach, normalnie wystrzeliwały z oczu. Nadal czeka nas zaległy plener poślubny - jakoś w Łebie nam się nie chciało zdjęć robić. Zrobimy na rocznicę, hihi :)
Mała cześć materiału poniżej. Najpierw kilka "zaręczynówek".


wtorek, 8 grudnia 2009

ufff...

wreszcie nadrobilam kilka zaleglosci :)
teraz moge skupic sie na finiszu remontu i zakupie kilku najbardziej podstawowych mebli, zeby chociaz kompa na czyms postawic i miec na czym usiasc :)
no i powolutku czas szykowac sie do swiat !

poniedziałek, 30 listopada 2009

myśli kilka

Zanim znajdę czas na obrobienie urlopowych zdjęć kilka luźnych myśli, które plątały się po mojej głowie w czasie tatrzańskich spacerków i większych wypraw, oraz po powrocie.
Dużo się ostatnio dzieje. Najpierw o urlopie.

środa, 25 listopada 2009

i po urlopie :(

wypoczac - wypoczelam, polazic - polazilam, a teraz powrot do szarej rzeczywistosci :(

poniedziałek, 16 listopada 2009

urlop...

naprawdę dłuuugo wyczekiwany i potrzebny. Nareszcie. Do tego w moich ukochanych Taterkach. Mimo, że to dopiero jego połowa już mi znacznie lepiej. Do wczoraj pogodę miałam jak na zamówienie, łącznie ze śniegiem. A tak sobie cichutko przed wyjazdem zamarzyłam, żeby było biało :) No i jest! Choć to dopiero drugi śnieg, wiec wedle górali się nie utrzyma, bo trzeci zostaje. Nieważne :) Ważne, ze jest pięknie!
Tak się cieszyłam na ten wyjazd, ze nawet złapany po drodze pierwszy w życiu mandat humoru mi nie popsuł, hihi.
No wiec dzięki pięknym warunkom pogodowym połaziłam tu i owdzie, zlazłam sobie nogi po szyje. Dopiero na takim wyjeździe człowiek ma czas na swobodne myślenie, odpoczynek psychiczny, ograniczając kontakt z reszta świata do absolutnego minimum. Wędrówka to czas na zastanowienie się co dalej ze swoim życiem zrobić, obym tylko nie wróciła z pomysłem do dupy;)
Jeszcze nie odwiedziłam wszystkich ulubionych miejsc i starych "śmieci", w tym m.in. pracowni malarskiej mojego ulubionego twórcy regionalnego (niestety już nieżyjącego), ale jeszcze tam zajrzę korzystając z gorszej aury.
No, czas na zupkę chińska, bo moja knajpa dziś zamknięta ;(

sobota, 7 listopada 2009

Ania i Wojtek - slubnie

Mam tu, w sensie na blogu, tyle zaległości, ze totalnie nie wiem od czego zacząć.
A ze ostatnio spotkałam się Ania i Wojtkiem u nich w domku, piłam pyszne toskańskie wino (choć za dużo, hihi), było tez fondue i ogólnie super wieczór, to zacznę od nich właśnie.

Praca z nimi to sama przyjemność, wtedy nawet niespecjalnie odczuwa się zmęczenie. Duuuużo radochy sprawiło mi towarzyszenie im tego dnia. A uśmiech Ani... sami popatrzcie :)
Wogóle dziękuje, dziękuje, dziękuje - za wszystko. Za atmosferę, uśmiech, cieple przyjecie w domu, poprawiny, winne poprawiny poprawin i obiecuje, ze następnym razem dołączę do scrabble albo do pokerka :)
Nie pamiętam żebym kiedyś wstawiła tyle zdjęć jednej pary, ale nie potrafię się ograniczyć :)


czwartek, 5 listopada 2009

to doprawdy nieslychane...

hihi :) normalnie nie wierze :) skonczylam wlasnie obrobke ostatniego slubu w sezonie, co oznacza nie mniej ni wiecej, ze... nadejszla wiekopomna chwila... tak, tak... URLOOOOOOOP!
Jeszcze tylko pare dni, podomykam rozniste sprawy coby sie nie pootwieraly w trakcie wyjazdu i ziuuuuuuu. Aha, autko sie naprawilo. Nie samo oczywiscie, kosztowalo to pare ladnych stowek - uzytkownicy renault - strzezcie sie cewek zaplonowych :(
Teraz tylko musze odprawic jakies czary/modly zeby pogoda mi dopisala. Na wszelki wypadek jednak zmienie sobie kapcie na zimowe (nie sobie, autku, chociaz sobie tez, a co!).
kurcze... ciesze sie jak dziecko :) :) :)

poniedziałek, 2 listopada 2009

poszukuję

kogos, albo czegos, co rozciagnie dobe o przynajmniej 4 godziny, ewentualnie jakis czasowstrzymywacz :)

Dobra, obiecuje poprawe i za kilka dni zaczne wrzucac zalegle fotki, ale wtedy to juz prawie hurtem pojdzie :)

Ostatnio moje autko postanowilo sie zepsuc, to pewnie na skutek mojego w nim "spiewania", lub raczej "darcia ryja" bo spiewem tego nazwac nie idzie :) pewnie mialo dosyc sluchania mnie :( na razie w serwisie maja niezla zagwozdke, kilka hipotez powstalo, ale chyba musze sie skontaktowac z Dr. Housem, zeby wlasciwa diagnoze postawil.

Jak do konca tygodnia nie uda sie dojsc z tym do ladu, to sie wsciekne, bo chcialam sobie urlopik zrobic, a ze dupsko przyzwyczailo mi sie do wygody, to ani pociagiem ani pekaesem jechac zamiaru nie mam!

piątek, 23 października 2009

żyję...

gdyby ktos pytał :)
ale casu ni mom...

potem wstawie cosik z koncertu Alone (jak mi pozwolą)

czwartek, 24 września 2009

aaaaaapsik

Z Wrocka wrocilam podziebiona i ciagle nie moge wyjsc na prosta z kichaniem i wieczornym stanem podgoraczkowym. Do tego ilosc zdjec do obrobki przerasta mnie i przytlacza. Nie nadazam. Do tego codziennie dochodzi mi kolejna partia materialu. Staram sie, ale juz mam poslizgi. Oczy mnie bola. Nie wiem czy bardziej od sleczenia przy kompie czy od kataru, a moze od jednego i drugiego razem. Zrobilabym przerwe... ale nie mogieeeee ;(