środa, 10 sierpnia 2011

Birds of prey :)

Jak spojrzałam na datę ostatniego wpisu to aż się przeraziłam :( Masakra... mam tyle roboty, że ledwo zipię... Z jednej strony super, z drugiej - zaczynam przypominać zombie :)
No ale do rzeczy. W zeszłym tygodniu, we wtorek, po cynku o lotach eFów w formacji i szybkiej akcji pod płot, dającej dużo radochy i wytchnienia od ślęczenia przed kompem, popełniłam troszkę fotek. Fajosko było :) Znowu się złapałam parę razy na cieszeniu oka zamiast utrwalania obrazów na matrycy :) Aha, genialnym pomysłem było założenie rolek na nogi, dzięki temu mogłam się przemieszczać w szybkim tempie z miejsca na miejsce, w zależności od tego, z której strony eFy akurat nadlatywały. Choć ze trzy razy równowaga, a w zasadzie jej brak, mało nie spowodował gleby, nie mówiąc o straconych sekundach na focenie :)
Czułam niedosyt więc w środę wybrałam się raz jeszcze. Niebo już nie było takie klimatyczne a i naloty były ciągle z jednego miejsca, byłam "nieco" zawiedziona...

Dzień 1.






Na Krzysia zawsze można liczyć :)

 

Dzień 2.




piątek, 27 maja 2011

gdy fotografowie spać nie mogą...

... bo ze względu na sezon ślubny zegary biologiczne im się poprzestawiały :) to jadą o świcie na pole i się wygłupiają :)
fot. Marek Urbanowski




czwartek, 5 maja 2011

Rozgrzewkowo-przedsezonowo czyli chrzest Michaliny

Ewidentnie jestem już rodzinnym fotografem, w szczególności w tej rodzinie właśnie:) Ślub Magdy i Piotrka, Justyny i Jarka, sesja ciążowa, chrzciny Julka. Teraz kolej na przesłodką Michalinę. W Wielkanoc sporo ludzi postanowiło chrzciny urządzać, bo jednocześnie w kościele odbyło się ich 19. Tak 3 "obsługujących" księży, 19 dzieciaczków, ich rodziców i rodziców chrzestnych, plus reszta ich rodzin. No gęsto było :) Dobrze, że nie wszyscy na raz przy chrzcielnicy bo byłby to niezły armageddon ;) Starałam się jakoś sobie poradzić w tłumie fotografujących i filmujących czym popadnie :) Efekty poniżej.





















niedziela, 3 kwietnia 2011

ZA-kopiec

Ufff, troszkę urlopu przed sezonem... tydzień to może i niewiele, gdyby mi było mało ładowania akumulatorka wewnętrznego, to doładuję się eFami jeszcze przedświątecznie :)
a teraz... w drogę :)

poniedziałek, 28 lutego 2011

Ponownie mroźne EPLK

Po równiutko 2 miesiącach od poprzedniej wizyty w Łasku, wesoła ekipa wyruszyła na polowanie na eFki, dla odmiany nie było właściwego światełka przez 95% czasu i wiało tak koszmarnie, że bez względu na ilość założonych ciuchów trzęsłam się z zimna jak osika. Ale mimo wszystko było warto! Parę kadrów do poprawki następnym razem przy lepszych warunkach :)